Gruzja – to raj dla kochających naturę szwędaczy. Gruzja to idealna destynacja dla miłośników gór i kochających wędrówki odkrywców. Gruzja rozkocha w sobie bez pamięci każdego kto ceni przestrzeń, przyrodę i sielankowy folklor wsi. Zachwyci wszystkich szukających w podróży ucieczki od cywilizacji i miłośników przygód na łonie natury. I chociaż nasza podróż trwała zaledwie kilka dni, a my zwiedziliśmy tylko kawałek tego kraju, to mieliśmy okazję poznać właśnie takie, zdumiewające oblicze Gruzji. I wiem, że na pewno tu wrócimy, aby ponowie zanurzyć się w pięknie natury i chłonąć ciszę tej zielonej krainy.
Plan naszej 4 dniowej wycieczki po zachodniej Gruzji z pełną odpowiedzialnością rekomenduje wszystkim, którzy chcą maksymalnie nacieszyć się przyrodą i zachwycającymi pejzażami tego kraju, jednocześnie zobaczyć jej różnorodność i przemierzyć drogę od gór, aż po wybrzeże Morza Czarnego.
Gdzie byliśmy? Co zwiedziliśmy i jakie towarzyszyły nam wówczas emocje.
Zapraszam na nasz krótki, acz treściwy „Road Trip”po Gruzji. Każdego dnia spaliśmy w innym miejscu, przejechaliśmy setki, przeszliśmy dziesiątki kilometrów. Kosztowaliśmy lokalnej kuchni, zaznaliśmy gruzińskiej uprzejmości, zwiedziliśmy zachwycające miejsca.
📅 Kiedy zwiedzaliśmy? W pierwszej połowie czerwca.
🚘 Jak podróżowaliśmy? Wypożyczonym samochodem. Starym Mitsubishi Pajero 4×4
🛌 Co z noclegami? Wszystkie noclegi rezerwowaliśmy na miejscu, poprzez aplikację booking
Najważniejsze atrakcje i miejsca na naszej trasie, o których przeczytasz we wpisie
[spis treści]
- Treking na wodospad Instra
- Mestia miejscowość położona na 1500 m.n.p.m (stąd wyrusza się na lodowiec Chalaadi, nam zabrakło czasu, ale rekomendujemy bo wiemy, że warto)
- Ushguli wysokogórska osada położona na 2100 m.n.p.m
- Paliastomi Lake – Kolchidzkiegi Park Narodowy
- Girgoletii Beach, Ureki Magnetiti Beach – wybrzeże Morza Czarnego
- Surful Pool gorące źródła
- Kanion Martwili
- Kanion Okatse
GRUZJA informacje praktyczne 💡 – warto wiedzieć:
- Przylatując do Gruzji pamiętaj, że aby móc korzystać z telefonu komórkowego i Internetu, musisz wymienić kartę SIM, aby podłączyć się do operatorów gruzińskich sieci telekomunikacyjnych. Kartę kupisz na lotnisku w jednym z wielu kiosków, które w korzystnych cenach oferują karty z opłaconym abonamentem na 7/14 lub więcej dni oraz nielimitowanym Internetem w cenie. (Punkty sprzedaży czynne są całą dobę)
- Szybki Internet w Gruzji jest praktycznie wszędzie – to pozytywnie nas zaskoczyło. Nie było problemów z siecią, gdy poruszaliśmy się po bezdrożach, wędrowaliśmy po szlakach, a nawet w wiosce położonej na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza.
- Jeżeli planujecie wyjazd w górskie obszary i chcecie zwiedzić trochę „przyrodniczych atrakcji’ Gruzji rozważcie auto 4×4 lub nieco mocniejsze z wyższym zawieszeniem. Gruzińskie drogi znacząco różnią się od naszych, w wielu miejscach są wyboiste, kamieniste, czasami będzie Wam dane przejechać przez małą rzekę przecinającą drogę. Dobre auto daje poczucie bezpieczeństwa i bardzo rozszerza możliwości podróżowania.
- Zwierzęta hodowlane w Gruzji są wszędzie i pasą się również dosłownie wszędzie. Dlatego jeżdżąc należy uważać, gdyż nawet na tych nielicznych odcinkach dróg szybkiego ruchu, możecie natknąć się na stadko świń czy krów.
- Mandaty – uwaga. W Gruzji jest bardzo dużo fotoradarów i jednocześnie państwo wprowadziło nowoczesny system, w którym każda tablica rejestracyjna jest w policyjnej bazie i w zautomatyzowany sposób informacja o mandacie z fotoradaru po 15 minutach wysyłana jest do właściciela samochodu. Był to jeden z wielu skutecznych pomysłów na walkę z korupcją. Zadziałał. W Gruzji należy przestrzegać zasad ruchu drogowego.
- Gruzini są niezwykle pomocni i gościnni. Nie musicie się obawiać nawet bariery językowej, bo jeśli potrzebujecie pomocy, znajdą sposób, żeby się z Wami dogadać. W mniejszych miejscowościach, raczej nie uda się rozmowa po angielsku. Wielu Gruzinów zna rosyjski (w naszym przypadku to nie było pomocne), ale udaje się im nawet rozszyfrować pojedyncze polskie słowa.
Dzień 1 – przylot do Kutaisi
Późnym wieczorem wieczorem lądujemy w Kutaisi. Załatwiamy sprawy formalne, kupujemy karty SIM do telefonu, odbieramy samochód i ruszamy do pierwszej bazy noclegowej, by wczesnym rankiem wyruszyć w stronę gór.
Dzień 2 – w stronę Kaukazu
Wstajemy o świcie, czeka nas długa trasa w stronę gór. Jesteśmy ogromnie podekscytowani, gdyż coraz pierwszy zobaczmy szyty Kaukazu. To pasmo górskie rozciągające się pomiędzy Morzem Czarnym, a Morzem Kaspijskim, leżące na obszarze Europy i Azji. Którego najwyższy szczyt Elbrus 5642 m.p.z. znajduje się w na terenie Rosji. Nam będzie dane stanąć u stóp najwyższej góry tego masywu leżącej na terenie Gruzji – Szchara 5193 m.n.p.m.
Pierwszy punktem dzisiejszego dnia jest trekking na wodospad Instra.
Od Kutaisi, to około 2,5 h drogi. Jedziemy przez małe gruzińskie miasteczka i wioski. Po drodze zatrzymujemy się w małej lokalnej piekarni, czyli blaszanej budce, w której starsza Pani w chustce nagłowie wyrabia ciasto, formuje z niego charakterystyczne łódeczki, które po nałożeniu farszu lądują w rozgrzanym piecu. Gorące, tradycyjne Gruzińskie Chaczapuri. Choć nie jesteśmy fanami „glutenowych” przekąsek – ta smakuje wyśmienicie.

Jedziemy dalej, z każdym kilometrem trasy, coraz bardziej zachwyca nas to co widzimy. Folklor gruzińskiej wsi jest urzekający.


Zwierzęta hodowlane chodzące bez krępacji po drogach, mijamy częściej niż samochody. Powietrze jest świeże, wzdłuż trasy rozciągają się przepiękne polany, przepływają strumienie i rzeki, mijamy pierwsze wodospady i bujne lasy.
Przestrzeń, przyroda i magnetyzujący spokój.

[ na mapce trasa z Kutaisi do punktu, w który rozpoczynamy wcieczkę na wodospad Instra ]
Docieramy na miejsce. Treking na wodospad rozpoczyna obok miejscowości Chkvaleri. Zostawiamy auto nieopodal znaku wyznaczającego początek trasy na wodospad. Zmieniamy buty, pakujemy do plecaka wodę i przekąski i wyruszamy na wędrówkę.
Treking na wodospad Instra
Wodospad Instra – nie jest to popularna Gruzińska atrakcja. I to jest chyba powód dla którego wybraliśmy właśnie tą trasę i dlaczego okazała się ona absolutnie magiczna.
Już po kilku minutach spaceru czujemy, jakbyśmy przenieśli się do jakiejś bajkowej, zielonej krainy, rodem z filmów o życiu Elfów. Żadnych turystów na trasie, po drodze minęliśmy tylko kilka leniwie idących krów.

Pierwsza część to 1,5 godziny wędrówki zachwycającym różnorodnym szlakiem. Trasa biegnie przez bujny las, który miejscami zamienia się w rozległe polany, z nich rozpościera się widok na soczystą zieleń parku Samegrelo Planned National Park.
Trochę z górki, trochę pod górkę, przejście przez strumień, zwalony konar drzewa. Przepiękny, dziki obszar, zachwycająca przyroda.
Ten odcinek szlaku kończy się stromym zejściem po drewnianych schodkach, nisko w dół do turkusowej rzeki. Malowniczy punkt widokowy na pierwszy, mniejszy wodospad, ukryty w koronach drzew. Z poziomu rzeki wygląda zachwycająco. Siadamy na płaskich kamykach, moczmy zmęczone stopy w lodowatej rzecze i napawamy się tym widokiem.


Przez chwilę myśleliśmy, że to już koniec wycieczki i miejsce w którym się znajdujemy jest punktem docelowym. Pamiętaliśmy jednak zdjęcia wodospadu i jego otoczenie i szybko się zorientowaliśmy, że to dopiero przystanek na trasie. Okazało się, że minęliśmy drogowskaz ukryty gdzieś miedzy zaroślami, który wskazywał kierunek dalszej trasy.
Pomogły nam mapy.cz warto skorzystać z tej aplikacji wybierając tak „dzikie” szlaki.
Łapiemy orientację i kierunek dalszej trasy i ruszamy dalej.

Druga część szlaku przypomina przedzieranie się przez dżunglę. Powietrze robi się ciężkie i wilgotne. Ścieżka gubi się między wysokimi zaroślami. Dokoła ogromne paprocie i wysokie drzewa, których grube pnie porośnięte są gęstym ciemnozielonym mchem. Tajemniczna kraina – gruziński las tropikalny, zachwycająca potęga przyrody!

Trasa nie jest łatwa i zdecydowanie wymaga dobrego obuwia. Strome podejścia prowadzą po mokrych, śliskich kamieniach i korzeniach drzew, w gąszczu wysokich traw, jest również wiele pokrzyw i kłujących pnączy krzewów, ale aura tego miejsca wynagradzała cały trud wędrówki. Po 30 – 40 minutach docieramy nad wodospad Instra.

Przepiękna, szeroka kaskada białej, wzburzonej wody opadająca z dużą siłą w dół po pionowej skale. Przez korony drzew wpadają promienie słońca, oświetlając unoszącą się w powietrzu mgłę wody. Nad wodospadem tworzy się piękna tęcza. Magiczne miejsce.

Cała trasa i ukryty głęboko w lesie wodospad Instra zrobiły na nas ogromne wrażenie. To miejsce oznaczamy jako punkt obowiązkowy dla każdego spragnionego piękna dzikiej przyrody i przygód na łonie natury.

Trudno było opuścić to miejsce, nie spodziewaliśmy się, że wycieczka na wodospad okaże się magiczną wyprawą i że znajdziemy się w tak wspaniałym miejscu. Nasyceni pięknem przyrody, wracamy w kierunku auata, aby rozpocząć dalszą trasę w kierunku Mestii.
Droga prowadzi przez przepiękne niezamieszkałe tereny, a na horyzoncie pojawiają się coraz wyższe szczyty gór.
[ na mapce – kierunek trasy z Wodospadu Instra w stronę Mestii ]
Mestia i Ushguli – Górna Swanetia
Mestia – nazywana nieoficjalnie stolicą, górskiego regionu Górnej Swanetii, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ten obszar jest jednym z najbardziej docenianych kierunków turystycznych Gruzji i zdecydowanie zasłużył na to miano.
Położona na wysokości 1500 m.n.p.m. osdada, jest popularną bazą wypadową na Kakuazkie szlaki.

Zatrzymujemy się w jednej z kilku restauracji zlokalizowanych pomiędzy głównym placem miejscowości, a parkiem. Historycznym skarbem regionu i jedocześnie wizytówką regionu są kamienne baszty obronne pochodzące z okresu pomiędzy IX a XII wieku. Są one pamiątką waleczności i niezłomności mieszkańców osady, którzy chroni się w nich przed najeźiccami.

Z Mestii mieliśmy wyruszyć na kolejny trekking do lodowca Chalaadi. Niestety późna godzina pokrzyżowała nam szyki. Biliśmy się z myślami długo, gdyż jest to jedna z piękniejszych górskich tras w okolicy. Całość zajmuje jednak około 5 godzin (2,5 h w jedną stronę), a my chcieliśmy trzymać się założonego planu podróży, dlatego zrezygnowaliśmy z tego trekkingu.

Jeśli będziecie w Mestii chwilę dłużej niż my, to zdeycydowqie wypróbujcie trasę na lodowiec Chalaadi.
Ruszamy dalej – cel Ushguli, nie wiemy czego się spodziewać, czytaliśmy, że droga do tej samotnej górskiej wioski, jest sporym wyzwaniem i aby ją pokonać trzeba mieć terenowe auto. Rzeczywistość szybko potwierdziła te informacje.

Szutrowa, kamienista, wyboista droga, miejscami przecinana przez głębokie kałuże, a nawet fragmenty rzeki. Taką właśnie trasą docieramy do miejsca, którego urok nie sposób wyrazić słowami. Ze łzami wzruszenia podziwiam miejsce do którego dojeżdżamy. Przed nami rozpościera się pejzaż, absolutnie unikatowy. Nigdy nie byliśmy w miejscu, które choć trochę przypominałoby tą osadę.
[ Trasa z Mestii do Usguli – zajmuje około 1,25 h ]
Ushguli – u stóp najwyższych szczytów Kaukazu
Ushguli – odizolowana od świata, średniowieczna wioska położna na wysokości 2100 m.n.p.m. W jej skład wchodzą cztery malutkie osady, położone na malowniczych polanach nad rzeką Enguri. Ponad kamiennymi domami i twierdzami obronnymi rozpościera się widok na skąpany w śniegu masyw Shkhara najwyższego szczytu Gruzji liczącego sobie 5193 m.n.p.m

Dotarcie do naszego miejsca noclegowego nie było łatwe, bowiem droga dla aut w Usghuli przypomina bardziej trasę trekkingową na górskim szlaku. Kamienie, skały, strumienie, przeciskanie się pomiędzy domami wąskimi przesmykami, omijanie krów, koni i psów. To było dla nas nowe doświadczenie, ale szybko przekonujemy się jak pomocni są Gruzini, choć zupełnie nie umiemy się z nimi dogadać, nie odpuścili fatygi, dopóki nie udało się nam pomóc w dotarciu na miejsce.

W Ushguli nocujemy w przepięknych kabinowych, drewnianych domkach położonych na zielonej polanie, z zachwycającym widokiem na wysokie góry.
Poniżej link do Ushguli Kabin House – bo to bezsprzecznie idealne miejsce na nocleg w tym miejscu.
Ushguli Cabins – link do rezerwacji booking


Już po zachodzie słońca, zmęczeni intensywnym dniem, nie umiemy oprzeć się pokusie, aby pospacerować między kamiennymi domami, oddychając ostrym, wspaniałym Kaukaskim powietrzem. W jednym ze średniowiecznych, kamiennych domów mieści się mała restauracja. Strasza Pani, która mieszka i prowadzi restaurację wskazuje nam miejsce obok kominka i przyjmuje nas w sposób jakbyśmy byli oczekiwanymi przez nią wyjątkowymi gośćmi. Delektujemy się smakiem pysznego lokalnego wina i zajadamy zupę warzywną, słuchając opowieści o historii osady i o jej mieszkańcach. Mimo bariery językowej, rozumiemy bardzo dużo, a gdy pojawia się jakiś problem posiłkujemy się translatorami.


Wspaniały wieczór. Klimat ten Kaukazkiej osady, jest wyjątkowy, społeczność zamieszkująca wysokie góry – wspaniała. Będąc tutaj czuć, że jest się bliżej nieba.
Dzień 3
Ushguli
Wstajemy o świcie, by jak najdłużej cieszyć się pięknem miejsca w którym się znajdujemy. Rano jemy śniadanie w innej lokalnej restauracji, która również jest prywatnym domem. Otwarta kuchnia, 2 stoliki przed wejściem, kobiety w dużych miskach, wyrabiają ciasto. Pani wskazuje nam, gdzie leży menu, to karta z własnoręcznie wypisanymi potrawami. Wybór jest łatwy, z trzech dostępnych opcji tylko dwie z nich są bezmięsne. Zamawiamy obie.

Tutaj pierwszy raz jemy ziemniaczane elardżi, które jest tradycją gruzińską potrwa wywodzącą się właśnie z tego regionu. Jak smakuje? Dziwne, ale dobre. Warto skosztować.

Po śniadaniu spacer po Ushguli, aby jeszcze chwilę chłonąć piękno tego miejsca.

Wracamy do drewnianego domku, żeby się spakować i ruszamy dalej z Ushguli do Paliastomi Lake.
Czeka nas długa droga, ale w Gruzji widoki towarzyszące całej podróży sprawiają, że ani przez chwilę nie czuje się tu znużenia.
[ trasa z Ushguli do Paliastomi Lake ]
Po drodze zatrzymujemy się przy punkcie widokowym Zapory Inguri, która jest jedną z największych takich konstrukcji w Europie i Azji. Mijamy piękne wodpoday, uzupełniamy wodę pitną w źródełku położonym na malowniczej polanie, rozkoszujemy się widokiem gór, które jednak powoli zostawiamy w tyle.
Wybrzeże Morza Czarnego – Kolchidzkiegi Parku Narodowego i Paliastomi Lake, Grigoletii Beach i Ureki Magnetiti Beach – czarna magnetyczna plaża
Paliastomi Lake
Popołudniu docieramy do Paliastomi Lake tereny wokół tego jeziora nazywane są gruzińską sawanną. Czytaliśmy, że warto skorzystać z organizowanych tutaj wycieczek łódkami, aby z poziomu wody obserwować osobliwą faunę i florę obszaru, a przede wszystkim imponujące ilości dzikiego ptactwa, zamieszkującego te tereny, w tym 21 gatunków zagrożonych.
Jezioro Paliastomi połączone jest z Morzem Czarnym wąskim kanałem. Jego powierzchnia wynosi aż 17,3 km² położone jest na terenie Kolchidzkiego Parku Narodowego, który jest wyjątkowym obszarem pod względem przyrodniczym. Przepływają tu liczne rzeki, cały podmokły teren, bogaty jest w torfowiska. Można tutaj zobaczyć wiele endemicznych gatunków roślin.
My po krótkim spacerze w okolicy jeziora, ruszamy dalej, aby dotrzeć na pierwszą plażę, która zaplanowaliśmy zobaczyć w Gruzji

Grigoletii Beach
Położona nad Wybrzeżem Morza Czarnego, kamienista, wąska, plaża, otoczona iglastym laskiem, który niestety w wielu miejscach został wykarczowany na potrzeby budowy domów wczasowych i pensjonatów. Robimy krótki spacer, wzdłuż wybrzeża, podziwiając wysokie fale (tego dnia wiatr był duży, a morze wzburzone) i ruszamy dalej. Spokojna miejscowość nadmorska, wydaje się jednak nieco zaniedbana i opustoszała.

Nocleg zaplanowaliśmy bowiem w miejscowości Ureki, w której znajduje się nietypowa, czarna plaża.
[Trasa wzdłuż wybrzeża ]
Ureki Magnetiti Beach
Docieramy do bazy noclegowej. Malutki i leciwy ośrodek wypoczynkowy, składający się z 4 drewnianych domków, położonych w pięknym zadbanym ogrodzie, pośród drzew owocowych, palm i przepięknych kolorowych kwiatów. Szybko orientujemy się, że nasz ośrodek zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych.

Ureki – popularny, choć nieduży kurort nad Morzem Czarnym z popularną Magnetiti Beach- czarną, magnetyczną plażą. O której wcześniej wyczytaliśmy wiele ciekawostek. Jedna historia dotyczyła radzieckich kosmonautów, którzy po kosmicznych podbojach, przyjeżdżali do Ureki, aby zakopując główę w piasku, rozmagnesować pozostałe w ich organizmach aktywne gwiezdne pyły. Inna przestrzegała przed wchodzeniem na plażę z telefonoenem komórkowym, gdyż magnetyt znajdujący się w piasku poprzez swoje właściwości rozmagnesowujące, może negatywnie wpłynąć na sprzęt elektroniczny. Wiele opracowań koncentrowało się na leczniczych właściwościach tego pisaku i sposobach jego wykorzystania. Najczęściej jednak czytaliśmy, o zaniedbanej brudnej plaży i rozsypujących się pensjonatach i domach wypoczynkowych. Ureki bowiem popularnością cieszyło się dawno, dawno temu. Lata świetności tego kurortu przypadały na czasy powojenne. I faktycznie widać było, że po tętniącej życiem nadmorskiej miejscowości, zostało tylko melancholijne wspomnienie.


Opustoszałe hotele, rozpadające się pensjonaty i ośrodki wypoczynkowe, zardzewiałe place zabaw i zamknięte restauracje. Szczerze mówiąc nam ten widok niespecjalnie przeszkadzał. Powiem więcej to miasteczko, w swojej „przestarzałości” miało wyjątkowy, nieco tajemniczy i zdecydowanie spokojny klimat. Ku naszemu zdziwieniu i wbrew opiniom, które wcześniej poznaliśmy plaża była czysta i zadbana.

Nieopodal plaży, deptak, ławeczki, z których podziwia się morze i duży park, z przystrzyżoną trawą i palmami. Na czarnym piasku nie było śmieci, zresztą widzieliśmy o poranku sprzątające grupy porządkowe. W Ureki byliśmy dużo przed sezonem wakacyjnym, może dopiero w tym okresie plażę wypełniają śmieci? Nam na szczęście dane było się cieszyć zachwycającym zachodem słońca na praktycznie pustej, szerokiej i pięknej, czarnej plaży Magnetiti. Poza nami w całym kurorcie było chyba tylko kilka małżeństw emerytów.
W jednej z nielicznych otwartych restauracji, zjedliśmy przepyszną kolację. Próbowaliśmy świeżych lokalnych ryb i pysznych grillowanych warzyw oraz popularnej w Gruzji czerwonej fasoli podawanej w formie gęstej zupy.

Ureki i Magnetiti Beach zaskoczyło nas pozytywnie i chociaż to zdecydowanie wymarły i niszczejący kurort, to czuliśmy tutaj pewien osobliwy magnetyzm i prawdopodobnie nie chodziło tylko o piasek.
Dzień 4
O poranku opuszczamy wybrzeże i kończymy nasz krótki pobyt nad Morzem Czarnym.
Pierwszą atrakcją zaplanowaną na dzisiaj są baseny termalne na łonie natury.
Naturalne termale źrodła Surful Pool – kameralna atrakcja na łonie przyrody –
Surful Pool – gorące źródła
[ pinezka z lokalizacją Surful Pool ]
Podróż z nadmorskiej miejscowości Ureki do Surful Pool zajmie nam niespełna 2 godziny. Ostatnich 15 minut trasy, prowadzi nieutwardzoną, wyboistą pełną dziur i kamieni drogą. Poraz kolejny cieszymy się, że zdecydowaliśmy się na małe terenowe auto i nie musimy martwić się o zawieszenie.
Docieramy na miejsce. Pośrodku zielonej łąki, położone widzimy dwa połączone ze sobą baseny termalne. Turkusowo-zielona woda, nad którą unosi się para, w naturalnych zbiornikach utworzonych z białych wapiennych kamieni, zdobionych soczystą zielenią mchu i rdzawymi nalotami powstałymi z pewnością z minerałów, które znajdują się w wodzie. To wszystko tworzy niezwykle malowniczy widok, a całe miejsce jest bardzo kameralne i panuje tu swojska atmosfera.

Poza naszym autem, na miejscu zaparkowany był jeszcze jeden samochód osobowy i jeden rodzinny Campervan. Nieopodal rozbity był też jeden namiot. Miejsce wprost idealne na camping. Są drewniane ławeczki i stoły, na których właśnie kilkuosobowa grupka spożywała prawdopodobnie śniadanie. Obok basenu, stara drewniana przebieralnia. Szybko wskakujemy w stroje kąpielowe i zanużamy się w gorącej, mętnej wodzie, delektując się pięknem otaczającej nas przestrzeni. Baseny może nie są duże, ale ludzi też jak na lekarstwo. Ustronne, piękne miejsce, zdecydowanie godne polecenia.

Po chwili relaksu ruszamy dalej, przed nami dwa ostatnie punkty wycieczki. Kanion Martwili oraz Okaste.
[ trasa z Surful Pool do Kanionu Martwili ]
Kanion Martvili i spływ pontonem- komercyjna rozrywka w pięknych okolicznościach przyrody
Kanion Martvili –
W ostatnich dniach przejechaliśmy naprawdę spory kawałek zachodniej części Gruzji. Podróżowaliśmy mijając biedne wsie, małe miasteczka, górskie osady i długie odcinki trasy prowadzące przez niezamieszkałe, dzikie tereny. Drogami wzdłuż, których rozpościerał się malowniczy krajobraz, zielonych polan, lasów, rzek i wodospadów. Z dala od cywilizacji i turystycznego, komercyjnego hałasu. Jakże wielkim było nasze zdziwienie, gdy dotarliśmy w okolice kanionu Martwili. Przy drodze co kilka metrów, duże, kolorowe bilbory z kierunkowskazami na parkingi dla turystów. Reklamy spływów kajakowych i pontonowych, wycieczek z przewodnikami. Na poboczach osoby w pomarańczowych kamizelkach „werbują” kierowców do zjazdu na płatne miejsca postojowe. Wybieramy jeden z ogromnym, pełnych aut i autokarów parkingów. Wysiadamy z auta, totalnie zaskoczeni tym co nas otacza. Stragany z przekąskami i fast foodami, budy z plastikowymi pamiątkami, krzyczący sprzedawcy i głośne grupy wycieczek. Od razu „doskakuje” do nas raz jeden, raz drugi Gruzin oferujący zwiedzanie kanionu z jego grupą, a to w pontonach, a to nietypową trasą, czy dodatkowymi atrakcjami . Asertywnie odrzucamy wszystkie te propozycje. Decydujemy się na zakup biletu wstępu i zwiedzenie kanionu na własną rękę.
Na wejściu kolejka, ale porusza się dosyć sprawnie, przechodzimy przez bramki i rozpoczynamy spacer. Droga biegnie przez przygotowane ścieżki spacerowe, z poręczami i punktami widokowymi wyznaczonymi w miejscach najpiękniejszych atrakcji przyrodniczych. Samo otoczenie jest piękne, potężne formacje skalne, kaskadowe wodospady, szmaragdowa woda i bujna roślinność porastająca brzegi rzeki. Ale niestety nie jest to jedna z tych atrakcji, które nas zachwycają. Jest tłoczno i głośno, a to nie są najlepsze warunki do obcowania z zachwycającą przyrodą. Trasa wzdłuż kanionu to około 20 minut spaceru w jedną stronę. Wraca się tą samą trasą.

Na końcu, postanawiamy dać jeszcze jedną szansę tej atrakcji i decydujemy się na spływ pontonem wzdłuż rzeki. Tutaj znowu trzeba chwilę odstać w kolejce. Pierwszej po kapoki, drugiej na pomoście z którego wchodzi się do gumowych łódek. Płyniemy z przewodnikiem w sześcio osobowym pontonie i ta część zwiedzania Martwili podoba się nam najbardziej. Sam spływ nie jest długi trwa około 15 – 20 minut, ale wioski jakie rozpościerają się przed nami są na prawdę piękne. Wysokie skały otaczające rzekę, porośnięte Mechem, pomiędzy nimi bujna roślinność i szeroka, szmaragdowo – zielona rzeka. Płyniemy spokojnie, zatrzymując się w niektórych miejscach, żeby zrobić zdjęcia otaczającej nas przyrodzie.

Podsumowując – Kanion Martvili – pierwsze typowo komercyjne miejsce, które odwiedziliśmy w Gruzji, nie zrobił na nas ogromnego wrażenia, głównie ze względu na cały ten turystyczny harmider. Sam kanion pozostawi w naszej pamięci, kilka pięknych widoków i pozytywne wspomnienia ze spływu pontonem, ale to miejsce okazało się dla nas zdecydowanie zbyt zatłoczone.
Ruszamy dalej w kierunku drugiego Kanionu.
[ trasa z kanionu Martvili w kierunku Okatse ]
Kanion Okaste – zachwycający spacer w koronach drzew, spacer nad wąwozem
Kanion Okatse
Po około 40 minutach trasy z zatłoczonego parkingu przed Kanionem Martvili docieramy do Okatse. Tutaj również wyznaczone jest spore miejsce postojowe, jednak aut jest zdecydowanie mniej. Od razu widać, że ten kanion nie jest tak popularny wśród turystów. Nie ma tutaj żadnych budek z pamiątkami czy jedzeniem, parking otoczony jest lasem, a przed wejściem na teren kanionu stoi tylko jeden budynek, w którym znajduje się kasa biletowa. Zdecydowanie cieszymy się, że tym razem trafiliśmy do takiego spokojnego miejsca. Na parkingu poza kilkoma autami turystów, zaparkowane są również jeep’y Gruzinów, którzy oferują nietanią podwózkę do miejsca, w którym rozpoczyna się malownicza trasa zwiedzania kanionu.
Po przejściu przez kasę biletową rozpoczynamy trasę w kierunku kanionu. Aby się do niego dostać trzeba pokonać około 6 km trasy prowadzącej przez zalesiony teren. Dla wielu turystów ta droga jest monotonna i długa, dla nas był to przyjemny spacer w otoczeniu przyrody.
Docieramy na miejsce. Kanion Okatse kształtował się na przestrzeni tysięcy lat, wzdłuż płynącej na jego dnie rzeki Okatse. Wąwóz ten ma aż 16 km długości, otaczają go imponujących rozmiarów skały z jasnego wapienia, których wysokość w niektórych miejscach wynosi do 100 m.

Trasa zwiedzania kanionu jest nietypowa i absolutnie zachwycająca, prowadzi bowiem wąską stalową konstrukcją rozpościerającą się nad ogromną przepaścią, na której dole widzimy płynącą rzekę. Malownicza kładka spacerowa zawieszona jest na wysokości ok 50 m. Kończy się punktem widokowym z którego rozciąga się bajeczny widok na cały wąwóz i wodospad Kinchkha.

Spacer w koronach wysokich drzew nad kanionem Okatse to wspaniałe przeżycie, które u osób bojących się wysokości może wywołać niemały dreszczyk. Dla nas były to niezapomniane wrażenie.

Fenomenalne widoki i prawdziwie emocjonujące doświadczenie podziwiania tak ogromnych połaci bujnej zieleni porastającej Park Narodowy Okatse, które można było objąć wzrokiem dzięki wysokości na której się znajdowaliśmy. A to wszystko w kameralnej atmosferze. Na całej trasie spacerowej, nie minęliśmy żadnego turysty, dopiero na punkcie widokowym kończącym trasę, spotkaliśmy kilka osób. Cisza, przestrzeń, niesamowite pejzaże, nisko nad nami na dnie kanionu płynie rwąca rzeka, a nad naszymi głowami zawieszone w locie duże ptaki.